Blog > Komentarze do wpisu

Bo... wiek to stan umysłu.

I bynajmniej nie znaczy to, że 'wiek XXI' to 'XXI stan umysłu'.

Wiek właściwie nie jest najszczęśliwszym słowem w takim kontekście, w jakim go użyłem, ale jest prosto i krótko, więc lepiej się do tytułu nadawało. Nie psuje konwencji. Własciwy temat jednak moich dzisiejszych wynaturzeń powinien brzmieć:
"Stan umysłu i świadomości jako decydujący czynnik definiujący względny i subiektywny sposób postrzegania własnego wieku" Brzmi nieco skomplikowanie, prawda?

 Zakładam, że bardzo niewiele osób zrozumie trafnie o co dokładnie chodzi w powyższym zdaniu, toteż czas najwyższy przejść do meritum i przedstawić łopatologicznie zagadnienie, które jak wiele rzeczy prostych, nie daje się prosto zdefiniować (szczególnie jeśli się do tego szczególnie nie przykładać). W każdym razie chodzi o to, że to czy czujemy się starzy, czy młodzi, zależy od tego co sami na ten temat myślimy, nie zaś od tego ile mamy lat w metrykach.

Swoją drogą, czy znacie kogoś, kto zapytany czy jest 'stary' czy 'młody' odpowiedziałby, że ani stary, ani młody?

 Ja chyba nie znam, mimo tego, że to absolutnie logiczne, że nie można o kimś powiedzieć, że jest po prostu 'stary', albo 'młody'.Nawet najstarszy człowiek na świecie nie jest po prostu stary, bo jest nieskończenie wiele rzeczy, w porównaniu z którymi jest młody. Poza tym, określenia te, rzadko używane są w kontekście rzeczywistego czasu spędzonego na tym padole, wśród żywych przedstawicieli Homo (zazwyczaj nie)Sapiens, ale do rozdzielenia ogółu ludzkości na dwie części, starych i młodych. Każdy, ale to każdy człowiek dzieli w ten sposób ludzi, po płciowym, podział ten jest bodaj drugim najoczywistszym podziałem ludzi na dwie rozłączne kategorie, które ułatwiają nam, ludziom wytwarzanie wzorców wyobrażeń o ludziach należących do danej kategorii. 

'Problemem' jest jednak jak zwykle to, że unifikacja pojęcia starości, jest niemożliwa, co zresztą jest podstawą zawartej w temacie tezy, ponieważ każdy człowiek raczy inaczej starość definiować, oraz w innym miejscu wyznaczać jej granice. Ponadto granice te z wiekiem, a konkretnie z chwilą kiedy sami je przekraczamy, albo staramy się zacierać, albo przesuwać. Dla większości bowiem 'starość' jest jednoznaczna ze spadnięciem do kategorii ludzi gorszych, znów, z powodów bardzo osobistych takich jak np. uroda, perspektywy, szanse na spełnienie marzeń etc.

Przekraczając tę subtelną granicę wpada się w pułapkę. Często oznacza to bowiem znalezienie się po drugiej stronie lustra, w grupie ludzi, w której większość zdecydowanie znaleźć się nie chce. Uświadamiając sobie to, automatycznie przypisujemy sobie zakodowane cechy nowej tożsamości, odrzucając te, które towarzyszyły nam do tej pory. W większości wypadków oznacza to przynajniej częściową utratę ochoty do życia, umiejętności cieszenia się z tych samych drobnych radości, które cieszyły nas gdy byliśmy 'młodzi'. Przekraczając ją sami skazujemy się na cierpienie wywołane wizualizacją własnych przekonań na temat starości, sami sprawiamy, że czujemy się gorsi od innych, sami powoli stajemy się w swoich oczach takimi starymi ludźmi, jakich za starych uważaliśmy, gdy jeszcze byliśmy młodzi...

Niestety na to, by przesunąć tę granicę nie wiele osób stać, szczególnie, gdy już znajdą się z drugiej strony, zamiast odnaleźć w sobie jeszcze choć pierwiastek młodości, lub w pewnym sensie 'mądrze' wyrzec się tego podziału, zapadają się w swoją starość, zawalając za sobą na zawsze tunel do młodości, która mimo wszystko wcale się nie kończy, tylko biegnie gdzieś obok, torem którego nie wybieramy. 

niedziela, 18 stycznia 2009, myth_thrazz

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: